i piaszczysta plaża, czyli zapiski z moich czterech kątów
sobota, 09 maja 2009
Podrywacze - część I ale nie ostatnia

Ostatnio zarejestrowałam się na kilku portalach randkowych. Jak się okazało - dzięki nim można się świetnie bawić. Przez ostatnie dni dostałam kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt wiadomości, z których tak naprawdę żadna nie nadaje się do tego, żeby na nią odpisać...

Typów podrywaczy jest kilka. Są poeci, są erotomani, są 'zwykli kolesie z sąsiedztwa', są też tacy którzy szukają tylko przyjaźni. Dwóch takich do mnie napisało.... czy ja jestem Matką Teresą??

  • pewnie nie przypadlbym tobie do gustu wiec nie pytam nawet o nic innego niz znajomosc. Ogolnie chyba sie nie podobam kobietom wiec dalem sobie spokoj z myslami o milosci, tudziez jakimkolwiek zwiazku partnerskim. Bylo pare krotkich zwiazkow i nic z tego nie wyniklo. (jakby wyniklo, to bym juz tu nie zagladal).
    Obecnie chcialbym poznac choc jakas kolezanke, przyjaciolke by miec czasem z kim pogadac pozwiedzac rozne atrakcje turystyczne (takie moje hobby) i tyle. Jak cos by z takiej znajomosci wyszlo, to by bylo super, jak nie- trudno.
     
  • jestem niewidomy i czasami jeżdżę na wuzku ale tylko wtedy jak wychodzę na spacery i na scenę bo jestem z zawodu muzykiem gram na klawiszach i śpiewam a oprucz tego daję lekcje śpiewu przez skaypa bo mam tylko taką możliwość czy chcesz być moją przyjaciółką odpisz mi będę czekał na maila od Ciebie pozdróweczki Arek
piątek, 27 lutego 2009

Nie dalej jak wczoraj pisałam komuś że wszystko układa mi się po prodtu cudownie i czasem aż sama nie mogę w to uwierzyć.

Na 'potwierdzenie" tych słów stało się coś w co naprawdę nie mogę uwierzyć. Bajkowe życie zaczyna się walić zupełnie niespodziewanie.

Chociaż w sumie przeczuwałam to mniej więcej od wtorku czy środy...

piątek, 28 listopada 2008
???

Patrzę na Twoje uśmiechnięte zdjęcia i ciągle nie wierzę że już Cię tu nie ma...

Myślę o Tobie czasem tak, jakbyś zaraz miał się pojawić...

Rozmawiam z ludźmi i wiem, że im jest równie ciężko, a może nawet ciężej...

bo Ciebie już nie ma...

byłeś przyjacielem, synem, bratem, chrzestnym, kolegą, przybocznym, harcerzem...

dla wielu ludzi byłeś kimś naprawdę bliskim. Kimś, kto oświetlał ciemną drogę, kto swym humorem potrafił rozbawić każdego.

Byłeś kimś naprawdę wyjątkowym...

nawet nie muszę zamykać oczu by zobaczyć Twoje kocie oczy, Twój promienny uśmiech, Twoje dołeczki...

co jakiś czas wraca do mnie myśl o śnie który miałam... sen w którym zginąłeś w wypadku. Skąd mogłam wiedzieć że sen się w jakimś stopniu spełni???

Czas leci... a Twoja śmierć wciąż jest dla nas zagadką...

Jak tam Ci jest...?

wtorek, 11 listopada 2008
Gdyby...

Jest taki ktoś, kto pojawił się w moim życiu ciut za późno...

Przez długi czas traktowałam go jako kolegę, chociaż między nami czuć było ogromną chemię.

Kiedy chemia eksplodowała, okazało się że mamy dla siebie tylko 3 dni.

3 przecudne dni. 

Potem rozdzieliło nas morze i góry, ale chemia pozostała.

Przetrwała kilka miesięcy, a wtedy było nam dane spotkać się znowu. I znowu było tak jak wcześniej, choć czasu było jeszcze mniej niż za pierwszym razem.

Tak spotkać udało nam się jeszcze 2 razy kiedy był w Polsce. A potem znowu wyjechał...

I choć oboje wiemy, że to wszystko nie ma sensu, że za bardzo się różnimy, że odległość jest za duża... to jednak gdzieś w mojej głowie wciąż pojawia się myśl "co by było gdyby...?" Gdyby on był bliżej, gdybym ocknęła się wcześniej, gdybyśmy mieli więcej czasu na bycie ze sobą, gdyby..

 Dziś wystarczyła chwila rozmowy i jedno zaproszenie na kawę, aby to wszystko odżyło.

" - obawiam się że na kawie by się nie skończyło :P
- hmm mogłabym się starać żeby to była tylko kawa
- ja też mógłbym się starać ale pewnie i tak by nie wyszło ;)"

Ehh.. zaczynam się już źle czuć sama. Pora jesienna to zdecydowanie okres kiedy ktoś obok być powinien. Żeby móc z nim spędzać długie jesienne wieczory, chodzić na spacery i wypłakiwać się na jego ramieniu. Szczególnie kiedy wszystko dookoła się wali...

niedziela, 02 listopada 2008
Święto Zmarłych

Dziś dzień zadumy. Zadumy nad tymi, którzy odeszli. Tymi, których znaliśmy, jak i tymi których nie dane było nam poznać bo umarli zbyt młodo lub zbyt wcześnie...

dla mnie był to również dzień zadumy nad tym co było i odeszło... 1 i 2 listopada silnie kojarzy mi się z rokiem 2003 i z momentem, kiedy po raz pierwszy naprawdę poczułam że kocham i głośno to powiedziałam.

Dziś nie ma już tej miłości, ale pozostały wspomnienia... wspomnienia pierwszej młodzieńczej miłości, dobrych i złych chwil spędzonych razem, wspólnych wyjazdów i planów na przyszłość...

Nadszedł chyba czas, żeby pogrzebać ten okres swojego życia i wspomnienia odstawić na dalszą półkę. I zacząć żyć pełnią życia, bez rozpamiętywania i zastanawiania sie co by było gdyby.

A więc: żegnaj przeszłości, witaj przyszlości!

środa, 22 października 2008
randkowo

Dzisiaj byłam na randce. Jak to brzmi!! a jak było....

Mieliśmy iść do jakiejś restauracji, ale on wymyślił wycieczkę do Olsztyna, na ruiny zamku (żeby było romantycznie ;)). Podpierał mnie żebym nie spadła wspinając się pod górkę, asekurował kiedy szłam po nierównym terenie (a ciemno było strasznie! Dobrze że miałam lampeczkę w telefonie ;)) (a ja wtedy uciekałam i biegłam pod górkę i biedak musiał mnie gonić..), przysuwał się coraz bliżej podczas przystanków (a ja oczywiście zmieniałam temat, wstawałam, szłam dalej albo kombinowalam coś innego...), prawił mi komplementy, słuchał kiedy mówiłam (a przecież mowię dużo!) i ogólnie się starał.

To byłby naprawdę cudowny wieczór, gdybym tylko poczuła z mojej strony jakąś chemię, A tu nic. Więc pozostało mi tylko to uciekanie ;)

Oczywiście najgorzej było na sam koniec wieczoru. Auto się zatrzymuje, silnik gasnie i każdy wie co jest potem - pora na całowanie ;) w każdym razie podziękowałam za miły wieczór i uciekłam po raz ostatni....

Kurcze, a to podobno kobiety po pierwszy spotkaniu myślą o ślubie??

wtorek, 07 października 2008
Nie jest tak różowo...
Pracuję już prawie 3 miesiące. Przez przeważającą większość czasu lubię to co robię, myślę że w jakimś stopniu jestem w tym dobra. Wielu rzeczy się jeszcze uczę.

 

Ale…

Ale są rzeczy które powoli niszczą mój zapał do pracy. Właściwie to nie tyle rzeczy, co ludzie… u mnie w pracy ‘ścieżka kariery’ wygląda w taki sposób, że w przeważającej większości zaczyna się od pracy na obsłudze, a po jakimś czasie / miesiącach, latach / awansuje się dalej. Ponieważ 90 % stanowisk nadal dotyczy obsługi klienta, to zazwyczaj ludzie zmieniają tylko placówki w których pracują.

Ja natomiast nie zaczęłam pracy od obsługi, tylko od razu trafiłam do mojego zespołu. Nie dostałam najniższej krajowej i najniższego stanowiska, tylko od razu wyższe stanowisko i trochę wyższą pensję. I są osoby, które nie mogą tego znieść.

O tym, że nikt mi nie pomoże i nikt mnie nie będzie szanował usłyszałam od jednego z ważniejszych kierowników. Co prawda było to podczas wyjazdu integracyjnego i on był trochę wstawiony, nie zmienia to jednak faktu że powiedział to, co tak naprawdę myśli wielu pracowników.

Zdążyłam już co prawda o tym zapomnieć, ale dzisiaj z plotek usłyszałam taką samą opinię. I dodatkowo że my w naszym zespole nic nie robimy, tylko się opieprzamy…

Wiem, nie powinnam się tym przejmować tylko robić swoje. Ale to nie takie łatwe kiedy się wie, jakie jest nastawienie ludzi do mojej osoby i tego co robię… A jeśli ktoś mi powie, że takie zachowanie jest normalne w dorosłym życiu... to ja protestuję! 

poniedziałek, 29 września 2008
Specjalistka

Dzisiaj kolega z pracy przyniósł dowcip:

- Jakie jest 70 rzeczy które potrafi kobieta?

Oczywiście nikt nie wie, nawet kobiety ;) Kolega rozwiewa nasze wątpliwości:

- 69 i gotowanie.

Na to ja:

- Ale ja nie umiem gotować!

 

No i wyszło na to że jestem specjalistką od 69.

Czy myślicie że następnym razem jak mama będzie się krzywić że nie umiem gotować to powinnam jej podać taki argument? Że nie można umieć wszystkiego? :)

środa, 17 września 2008
Kiepsko...

Jesienna depresja spowodowana brakiem słońca, pochmurnym niebem, padającym deszczem i niskimi temperaturami

+

Poerasmusowa depresja spowodowana zbliżającą się rocznicą wyjazdu na Cypr

+

brak ramienia w którym możnaby się ogrzać, przyjaciela z którym możnaby porozmawiać, ust w które możnaby się zatopić

=

tak źle już dawno nie było...

nic mi się nie chce, wszystko jest takie szare i nijakie... kolory za oknem, kolory ubrań, twarze ludzi...  

niedziela, 10 sierpnia 2008
satisfaction

Po powrocie z Cypru strasznie podobał mi sie jeden chłopak, o czym pisałam tutaj na blogu.

"Niestety" - było to uczucie jednostronne - dla niego byłam tylko koleżanką.

Po pewnym czasie mi przeszło... i właściwie to stwierdziłam, że zauroczyłam się nie tyle w nim, co w jego wyidealizowanej postaci. Więc cieszyłam się że nic z tego nie wyszło, bo pewnie i tak by długo nie przetrwało.

Spotkałam się z nim w piątek - bo się kumplujemy i odwiedziłam go będąc w Łodzi. Przeczuwałam wcześniej że jego uczucia się mogły zmienić (świadczyły o tym wysyłane znienacka smsy na dobranoc czy teksty w stylu "ślicznie wyglądasz maleńka").

No i miałam rację - teraz to jemu się odmieniło i postanowił działać.

Ale ja powiedziałam "NIE". Coś, co jeszcze kiedyś śniło mi się po nocach, teraz wydało mi się zupełnie nie na miejscu. I nie ukrywam, że sprawiło mi to dość sporą satysfakcję ;) może to trochę wredne z mojej strony - ale co tam ;)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34